Geocaching – pimp my prifile…

Das Jahr verfärbt sich gegen sein Ende leicht pessimistisch. Eines meiner Kinder ist gerade im Krankenhaus, somit ist Schlafdefizit eines meiner unbedeutendsten Probleme zur Zeit. Dieser dunklen Seite der Macht muss man sich dennoch stellen. Im Krankenhaus mache ich das mithilfe des Buches Ozeane: Geheimnisvolle Meereswelten verstehen und schützen, das ich gerade rezensiere. Meine Tochter ist von den darin abgebildeten Meeresgeschöpfen begeistert und endlich sehe ich wieder Freude in ihren Augen. Das Buch ist wahrhaftig sehr gelungen!
Ich selbst kam auf die Idee, mein Geocaching-Profil “aufzumotzen”. Vom GSAK und Badgegen hörte ich zwar, doch das eine ist ultra langatmig – und ich hab keine Lust, 60 Seiten einer Bedienungsanleitung zu schlucken – das andere recht eintönig. Keiner der beiden läuft im realen Zeitmodus, das heißt, man muss das Profil immer wieder aktualisieren, um zu sehen, was man zuletzt erwischte. Da dachte ich mir, mithilfe eigener Grafiken wird`s besser aussehen. Und schneller zu machen ist es auch. Wie mein Profil momentan aussieht, können leider nur Premium-Mitglieder sehen, somit liste einige der “Abzeichen” hier auf . Zur zündenden Idee wurden versteinerte Zähne des Carcharodon megalodon, die ich besitze. Meer, das hat sich inzwischen herum gesprochen, steht mir sehr nah, auch in seiner prähistorischen Form… Bewegt man die Maus über der Grafik, erscheint das jeweilige Info.  Benotung/Cachezahl stütze ich auf dem von GC akzeptierten und von Badgegen aufgebauten System, somit sind die Infos vergleichbar (mit denen der anderen Cacher). Bronze und Silber sind farblich zu erkennen, ab Gold hat der versteinerte Zahn seine natürliche Verfärbung. Natürlich erschaffe ich mir hier und da auch eigene Abzeichen, ein Stück Individualismus muss sein ;)

FTF Shark (The FTF Addict) - Silver Caches' Difficulty Shark - Bronze
Different Countries Cache Shark (The Travelling Cacher) - Gold Earthcache Shark (The Earth Cacher) - Bronze All Caches per Day Shark (The Busy Cacher): 26 Own shield: Ports of the Baltic Sea / Harbour Shark - Bronze
Found caches in Helsinki (FI) Found caches in Warsaw (PL) Found caches in Berlin (DE) Found caches in Białystok (PL) Found caches in Łomża (PL)
Found caches in Elsoff, Westerwald (DE) Found caches in Lazdijai (LT) Found caches in Sejny (PL) Found caches in Lenk/Simmental (CH) Found caches in Lommiswil (CH)

Koniec obecnego roku ma dość pesymistyczne zabarwienie. Obecnie jedno z moich dzieci jest w szpitalu a niewyspanie zaliczam do najmniejszych niedogodności. Tej ciemnej stronie mocy trzeba się naturalnie przeciwwstawić. W szpitalu robię to za pomocą książki Ozeane: Geheimnisvolle Meereswelten verstehen und schützen, którą akurat recenzuję. Moja córka jest wniebowzięta wyglądem morskich stworzeń. Kujemy więc razem plany, gdzie wybierzemy się by zobaczyć kaszalota czy płetwala błękitnego, kiedy wydozdrowieje. W końcu widać iskierkę radości w jej ochach. Książka, odbiegając od okoliczności w jakich jest po raz pierwszy oglądana, jest fantastyczna!
Z kolei ja wpadłem na pomysł, by trochę ożywić swój profil geocachingowy. Naturalnie słyszałem o GSAKu i Badgegen, ale jeden program wymaga tygodnia czasu, by ogarnąć co potrafi i jak się do tego zabrać, a makro graficznie jest po prostu nudne. Uważam też za szczyt kreatywności nazwanie czegoś “geokeszingowym szwajcarskim nożem wojskowym”, bo od tego pochodzi nazwa GSAC. To nie żarty, chodzi naprawdę o ten klasyczny scyzoryk z “68 funkcjami”, których nigdy się nie potrzebuje…
Ani GSAC ani Badgegen nie działają w modusie czasu realnego, co oznacza, że profil trzeba aktualizować, by widzieć, co się “w ostatniej chwili” ma zdobytego na koncie. Stwierdziłem więc, że za pomocą własnych grafik można to zrobić równie szybko, a na pewno dużo bardziej ciekawie. Dostęp do wyglądau profilu mają niestety tylko premium-members, dlatego grafiki zamieszczam tutaj w ich naturalniej wielkości. Na pomysł wpadłem patrząc na jeden ze skamieniałych zębów carcharodona megalodona, które posiadam. Morze, co potwierdzają moje strony, jest mi bardzo bliskie, również w swojej prehistorycznej formie… Jeśli przesunie się myszkę nad grafikami, pojawią się dodatkowe informacje dotyczące danego “emblematu”. Punktację/liczbę keszy oparłem na uznanym przez GC i wprowadzonym w życie przez Badgegen systemie, zdobycze są więc porównywalne. Brąz i srebro są “przebarwione”, od złota wzwyż ząb rekina ma naturalny kolor. Oczywiście czasem pojawią się moje własne emblematy, trochę indywidualności nigdy nie zaszkodzi ;)

Profile for hanbei

Opencaching PL - Statystyka dla hanbei

my geokrets statistics

Read Users' Comments (6)

Paweł is gone…

Am 25.11 starb mein Freund, Paweł Olszewski. Wir lernten uns bei einem Treff der polnischen Bumerang-Szene, bei dem auch ich erschien. Es war 2004. Paweł warf recht gut Long-Distance-Bumerangs und eine Menge anderer ziemlich großer “Wurfgeräte”. Einen seiner Rangs hab ich bis heute. Als die Szene auseinander ging, blieben wir im losen Kontakt. Vor einem Jahr rief er mich eines Tages an und erzählte von seinem Krebs. In der Zeit danach sahen wir uns noch ein paar mal. Ich hab ihn immer in dem Glauben gestärkt, dass man es schaffen kann. Mir selbst gelang es. Animiert von meiner Seite fing Paweł mit eigener Seite an, wo er über Möglichkeiten schrieb, dem Krebs mit entsprechend umgestellter Ernährung zu begegnen. Ich fand seinen Kampf bewundernswert. Eine enorme Unterstützung leistete seine Frau, Ania. Paweł sprach oft von Liebe zu ihr und ihrem gemeinsamen Sohn. Sie beide waren seine größte Hoffnung.

Foto: Paweł & Leo (Paweł wirft/rzuca), 2004 / newsweek.pl

Zuletzt sah ich ihn vor ein paar Wochen. Als wir uns umarmten, fand ich seine Physis so zerbrechlich, wie die einer meiner kleinen Töchter. Und dennoch, nie hätte ich geglaubt, dass er sich bald danach auf den Weg macht. Paweł wurde 27 Jahre alt. Paweł, Du fehlst mir sehr, Du hast ein Loch hinterlassen…

Foto: Paweł, Nafang November / na początku listopada

Foto: Paweł in November 2011, Paweł w listopadzie 2011 / foodancer.com

25.11 odszedł mój przyjaciel, Paweł Olszewski. Poznaliśmy się na pierwszym zlocie bumerangowym w Polsce, na którym i ja się zjawiłem. Było to pod koniec 2004 roku. Paweł rzucał całkiem nieźle bumerangami długodystansowymi, których opanowanie nie jest łatwe, wymaga zarówno techniki jak i siły. W swojej torbie miał parę niecodziennych rangów. Dwoma modelami wymieniliśmy się, rang Pawła mam do dziś. Kiedy scena parę lat później poszła w rozsypkę, pozostaliśmy w luźnym kontakcie. Przed rokiem Paweł zadzwonił do mnie i powiedział o raku, który został u niego zdiagnozowany. Spotkaliśmy się później jeszcze parę razy, kiedy przebywał w Warszawie na leczeniu. Podtrzymywałem jego wiarę, że jest szansa. W końcu i mnie się udało. Zachęcony moją stroną, Paweł postawił własną na nogi. Pisał na jej łamach o szansach walki z rakiem również za pomocą zmiany odżywiania się. Walczył naprawdę dzielnie. Jego żona, Ania, była mu największym wsparciem, pomocą i nadzieją. Paweł zawsze wspominał o miłości do niej i ich wspólnego synka.
Ostatni raz, kiedy objąłem Pawła na pożegnanie, był tak delikatnym, zmęczonym chorobą człowiekiem, że miałem wrażenie trzymania w ramionach jednej z naszych córek. Pomimo tego nie przeszło mi przez myśl, że widzimy się ostatni raz. Na początku listopada dostałem ostatniego maila, “boli tak, że nie mam sił na spotkanie, następnym razem, kiedy poczuję się lepiej, ok?”. Dołączył do tego smila. Paweł skończył 27 lat. Paweł, pozostawiłeś po sobie cholernie wielką dziurę. Nie da się jej załatać…

Read Users' Comments (6)

Helsinki my love…

Letzte Woche verbrachte ich, beruflich bedingt, in Helsinki. Unglaubliche Stadt, und damit meine ich sowohl die finnische Hauptstadt wie auch Menschen, die ich dort kennenlernen durfte. Nachts, als maritime Sachen auf die Seite gelegt werden durften, fand ich Zeit und Energie, um einige Caches zu knacken. Unter anderem meine zwei ersten Earthcaches. Dabei entstanden noch einige andere Bilder, die ich bald auch hier verlinken möchte. Bald? Ich versuch`s, die Zeit läuft immer wieder zu schnell davon…
Folgendes Bild zeigt Fossilien, die man beim Lösen des Earthcaches “Walking on Fossils” bewundern kann. In Helsinki selbstverständlich.

Foto: Fossils in Helsinki… / www.hanbei.com

Ostatni tydzień spędziłem zawodowo w Helsinkach. Niesamowite miasto, ale i ludzie, których miałem przyjemność poznać zrobili na mnie kolosalne wrażenie. Nocą udało mi się znaleźć czas i energię na kilkanaście keszy, w tym dwa pierwsze earthcache. Przy tej okazji udało się zrobić kilka interesujących zdjęć. Galeria jeszcze trochę musi poczekać, choć nie obiecuję jej “absolutnie”, bo pewnie wciąż jeszcze niektórzy przeklinają moje opóźnione wysłanie zertyfikatów ftf…
Powyższe zdjęcie ukazuje skamieniałości, które można podziwiać podczas rozwiązywania earth-kesza “Walking on Fossils“. W Helsinkach naturalnie.

Profile for hanbei

Opencaching PL - Statystyka dla hanbei

my geokrets statistics

Read Users' Comments (2)

FTF-Urkunde / Certyfikaty FTF

Endlich war es soweit. Vor zwei Tagen waren die Druckplatten fertig. Wie bei Johannes Gutenberg, ging es um pure Handarbeit. Ich durfte somit meine eigenen FTF-Urkunden selbst drucken. Zuerst wurde mir von einem Freund akribisch erklärt, was wie und weshalb, damit das Ergebnis auch zum Erfolg werde. Kopf und Muskeln wurden gleichmäßig beansprucht. Farbe, Walzen, Druckplatten, ein Haufen Begriffe, die plötzlich recht real wurden. Aber, die Zertifikate sind so, wie ich sie haben wollte: handmade, gedruckt mit umweltgerechten Druckfarben und auf Öko-Papier (Bierdeckel-Stärke). Sehen-lassen lassen sie sich auch, würd` ich sagen.
Nächste Woche gehen sie per Post an die Geocacher & Geocacherinnen, die als erste meine sechs Caches verbuchen konnten ;)

Foto: FTFs handmade by hanbei / www.hanbei.com

W końcu wszytsko było gotowe – przede wszystkim “negatywy” – i tak oto mogłem się zabrać za drukowanie moich certyfikatów FTF. W najlepszej tradycji Johannesa Gutenberga. Najpierw należało zgłębić tajniki sztuki, a dopiero potem zarówno głowa, jak i mięśnie musiały stawić czoła i sprostać zadaniu. Przyznaję, po dwóch godzinach odczułem to w ramionach. Ale: moje certyfikaty są takie, jakimi widziałem je w wyobraźni, w stu procentach handmade, drukowane ekologicznymi farbami drukarskimi i na ekologicznym papierze (grubości podkładek do piwa).
W przyszłym tygodniu wyruszą pocztą do tych kilku osób, które przy moich keszach pojawiły się jako pierwsze ;)

Profile for hanbei

Opencaching PL - Statystyka dla hanbei

my geokrets statistics

Read Users' Comments (9)

Caches unerreichbar? / Nierealne kesze?

Tatsächlich kann es einem passieren. Da steht man auf einem “Roof”, das nicht wesentlich niedriger ist, als dieses goldene auf dem Bild und weiß, dass es in dieser Stadt auch von Caches wimmelt. Doch… doch eben, während meiner Geocaching-Stunde, um Füfi morgens gab es kein Boot, das mich auf die andere Seite des Chao Phraya hätte bringen können. Und da ich beruflich gebunden war, konnte ich nicht einfach zum Cachen abhauen. Tja, das Leben kann echt schwer sein…
Dafür gab es paar Tage später drei schöne Caches im Westerwald, mit meinen alten Freunden, den Montes. In zwei blieben zwei GeoKrety, die meinem Ruf folgend aus Südamerika kamen ;)

Foto: Blue hour in Bangkok / www.hanbei.com

Czasem wszystko jest możliwe, również w tym gorszym wydaniu. Stoi sie na dachu, który nie jest specjalnie niższy od tego złotego na zdjęciu, wie się, że to miasto “tonie” w keszach i… I pomimo tego nic z tego nie wychodzi. Bo o piątej rano, jedynej godzinie, podczas której mógłbym zakeszować, nie było łodzi, by dostać się na drugą stronę Chao Phraya. Wyjazdy zawodowe różnią się jednak znacznie od prywatnych.
Za to parę dni później wpadły trzy kesze w Westerwaldzie, w Niemczech, w towarzystwie starych dobrych przyjaciół, Monties. I zostały tam dwa geokrety, które zew podróży zwabił z Ameryki Południowej do Europy ;)

Profile for hanbei

Opencaching PL - Statystyka dla hanbei

my geokrets statistics

Read Users' Comments (4)

Geocaching moments…

Geocaching, vor allem in der Stadt, lässt sich wohl am besten ohne Zeugen zu Uhrzeiten betreiben, an denen man normalerweise eher ein Buch in der Hand hält. Diese sorgen durchaus für feine Aufnahmebedienungen. All die Bilder wurden in Warschau oder in Suvalkia aufgenommen, sowohl im polnischen wie litauischen Teil dieser Region. Sie zeigen meistens Umgebung eines Caches. Manche schoss ich nach Mitternacht, andere gegen vier Uhr morgens. Einige im monströsem Regen. Ich staune selbst, dass ich die Geduld dafür hatte… Es sind aber auch welche, die am hellen Tag entstanden, beim gemeinsamen Cachen mit meinen Geotwins und Kri-in-the-sky ;)
Meistens sind es Langzeitbelichtungen, manchmal Mehrfachbelichtungen, die später zu HDRs wurden. Ich arbeite – auch beruflich – mit einem Canon 500D. Dabei nutze ich zwei Objektive, einen mit 18-55mm und einen 300mm Brennweite. Bearbeitung findet später am PC, mithilfe des Photoshops, statt.
Ich halte immer noch fest an meiner ersten Beurteilung: Geocachin ist einfach abgefahren ;) Hiermit gilt mein Dank meinem alten Freund, dem Direktor der Freien Montessori Schule Westerwald. Andy, you cached me, man!
Und hier ist  die Galerie zu finden (man kann auch die Grafik anklicken).

Geocaching, zwłaszcza miejski, najbardziej “bezświadkowo” daje się uprawiać w godzinach, które sprzyjają dość ciekawym ujęciom zza obiektywu. Wszystkie zdjęcia powstały podczas keszowania w Warszawie i na Suwalszczyźnie. Jest też po jednym ujęciu z Łomży i z Lazdijai na Litwie. Są więc zrobione albo w miejscu ukrycia skrzynki albo tuż obok. Niektóre strzeliłem grubo po północy, inne koło czwartej nad ranem. Kilka w strugach upiornego deszczu. Sam się dziwię, że mi się chciało. Są jednak i takie, które złapałem w środku dnia, podczas keszowania z moimi Geotwins lub z Kri-in-the-sky ;)
Większa część zdjęć to kilku/kilkunastosekundowe naświetlenia. Niektóre z nich składają się z kilku ujęć spiętych później w format HDR. Wykorzystuję do tego Canona 500D i dwa obiektywy, 18-55mm i 300mm. Wszystkie zdjęcia były robione manualnie (czyli bez uciekania się do automatcznych funkcji), następnie obrobiłem je w Photoshopie.
Geocaching, podtrzymuję zdanie z pierwszego dnia, jest odjazdowy ;) Tym samym muszę podziękować mojemu długoletniemu przyjacielowi, dyrektorowi Szkoły Montessori w Westerwaldzie (Niemcy). Andy, you cached me, man!
A oto i galeria (możesz też kliknąć w grafikę).

Foto: Wallander or Geocaching?! / hanbei.com

Freien Montessori Schule Westerwald

Profile for hanbei

Opencaching PL - Statystyka dla hanbei

my geokrets statistics

Read Users' Comments (9)

Geocaching… (de)

Ohne immer wieder auf eine neue, spannende Idee zu kommen, wäre doch irgendwie langweilig. Über Geocaching hörte ich schon früher, doch ich kam nie dazu, mich auch auf die Suche zu machen. Bis vor einer Woche. Da probierte ich einen Cache mithilfe eines Auto-GPS zu finden und scheiterte kläglich. Das Ding schickte mich in eine ganz andere Richtung, was ich aber erst Woche später erfuhr. Es gab auch einen kleinen Wolkenbruch, alles in allem kam ich nass und enttäuscht nach Hause. Und natürlich fest entschlossen, einen geheimnisvollen Cache doch noch zu knacken.
Am nächsten Tag landete ich auf einer Offshore-Konferenz in Hamburg. Auf dem Weg dahin wurde ein GPS gekauft. Genau genommen: Magellan eXplorist GC. In Hamburg gab es leider keine Zeit für Spiele, obwohl ich eigentlich auch dies vorhatte.
Zurück in Warschau ging ich auf die Jagd. Und kann diese jedem weiter empfehlen! Bewegung, Spaß, Spannung, für jung & alt, auch für gemeinsame Touren mit eigenen Kindern äußerst geeignet.
Heute, am gerade mal dritten Suchtag verbuchte ich schon meinen ersten FTF. Was das heißt… na ja, Ihr Muggles, das müsst Ihr schon selber herausfinden, z.B. hier. (Ja, ja, ich weiß, bin auch weiterhin ein vollkommener Greenhorn)…

Foto: Mein erster Cache, zwischen den Wurzeln eines Baumes versteckt / www.hanbei.com

Da es mehrere Portale gibt, die nicht immer vollständig miteinander kommunizieren und verschiedene Caches “anbieten” (gleichzeitig muss man bei geocaching.com für Premium-Mitgliedschaft bezahlen), lohnt es sich, bei mehreren gleichzeitig anzumelden. Bei geocaching.com kann man dennoch – mit Einschränkungen – ohne zu zahlen mitmachen. Also:
- opencaching.de (de, gratis und sehr informativ!)
- geocaching.de (de)
- geocaching.com (en, Basismitgliedschaft 4 free, ansonsten 30,- USD / Jahr)
- geokrety.org (mehrsprachig, hiermit schickt Ihr besondere Dinge unterwegs)
- Travelbugs (de, cash baby cash, aber die “Erkennungsmarken” sind schon cool und hier steht auch alles was und wie)
- Geocaching Magazin (de)

Regional bedingt gehöre ich auch diesem an:
- opencaching.pl (pl, en)

Foto: Dieses X ist ein wichtiger Hinweis bei einem Warschauer Cache / hanbei.com

Bevor Ihr zum Kauf eines GPS greift, erkundet Euch bitte im Netz auf diversen Seiten, ob das Gerät, das Ihr zu kaufen bereit seid, auch dieses ist, das Ihr haben wollt. Als Beispiel: Auf der Durchreise hatte ich wenig Zeit, so verließ ich mich auf den Verkäufer beim Saturn/Berlin/Alexanderplatz. Meine Fragen waren Geocaching ja, aber damit will ich auch wandern, brauche also ein Gerät, das einen analogen Barometer hat, Nicht nur Höhenangaben liefert so ein Ding, sondern sagt auch sehr viel über das Wetter aus. In Lappland rettete uns das mal beinahe das Leben. Ich wollte auch, dass Magnetkompass dabei ist.
Der Kerl sagt mir: Dieses hier ist top, selber ausprobiert, funktioniert bestens, hat auch all das, was Sie haben wollen… 169,- Euro geblättert und erst zu Hause festgestellt, dass:
- die Höhe auch die Satelliten ermitteln (also kein Barometer dabei)
- kein Magnetkompass vorhanden
- zum Wandern ist das Ding nur bedingt, weil es eigentlich vollständig auf Geocaching ausgerichtet ist
- will der stolze Besitzer nicht auch direkt ins Jahresabo bei geocaching.com investieren, ist die Spielbreite des Gerätes ziemlich begrenzt (ich find, gerade in Deutschland wird man auch bei opencaching.de mitmachen wollen
- was ich äußerst schlecht finde, es gibt keine, selbst als pdf im Netz, deutschsprachige Bedienungsanleitung (nur eine Kurzversion des englischen Handbuches, und nur im Netz, nicht beim Gerät). Und es gibt eine Menge Funktionen, die einem zuerst absolut “nix” sagen. Das find ich durchaus frech, betrachtet man den Preis.
- dann stellt sich noch, das Gerät kommuniziert nicht so ganz ohne mit dem PC. Und es geht angeblich ums papierlose Geocaching. Hilfreiche Links sind auch nicht griffbereit, man muss schon ziemlich danach wühlen. Das nimmt sehr viel Freude weg und man fühlt sich, sag ich jetzt sehr zurückhaltend und manch ein Wort abseits liegend, veräppelt.
- Fazit: der Preis ist dick überzogen, das Ding müsste bei all den “ach & aber” höchstens 100,- Euro kosten
- dummerweise die wirklich guten Garmin-Geräte sind viel teuerer

Foto: Watch out for cache guardians! / hanbei.com

Damit man nicht denkt, ich maule umsonst, weil ich mich nicht auskenne: Ich nutzte beim Wandern, Klettern, Trekking-Touren das Avocet Vertech Alpin, es kostete mal 199,- DM und diente mir… 21 Jahre lang(!). Musste nur Batterien wechseln. Zwar war hier kein GPS dabei, aber es war klein, handlich, äußerst gut in seinen Angaben und mithilfe eines Kompasses ging auch alles bestens. Von einem GPS würde ich also auch mehr erwarten, als dass es mir nur Geld aus der Tasche zieht. Und: eine solche Beratung wie in meinem Fall beim Saturn ist einfach nur Mist. Ich steige also sicherlich einmal auch auf einen der Garmin-Dinge um (da Magellan scheinbar auf deutschsprachige Kundschaft pfeift).

Zwei äußert hilfreiche Seiten für alle die sich auch für Magellan eXplorist GC entschieden und möglichst viel daraus holen wollen:
- Eine gute Testbeschreibung des Gerätes (mit mehreren Menügrafiken) (navigation-professionell.de)
- Service/Udates & das Handbuch (allerdings nur die Kurzform) (service.mio.com)
- Was, wenn das GPS “nix tut” (magellanboard.de)

break

Und jetzt lasst Euch nicht weiter überzeugen, los geht`s! ;) )

Profile for hanbei

Opencaching PL - Statystyka dla hanbei

my geokrets statistics

Read Users' Comments (8)

Wölfe und Schneehöhlen / Wilki i jamy śnieżne

Na gut, eigentlich geht es hier nicht um Bumerangs. Als vor zwei Wochen der Schnee die nahe Umgebung wesentlich ästhetischer machte und ich paar mal mit Schneeschuhen laufen ging, kamen mir meine “schweizerischen Winter” in den Sinn. Fünf Jahre lebte ich am Rande des Schweizer Juras und ging dort gerade im Winter regelmäßig wandern. Zu Höhepunkten einer solchen Tour gehörten immer Übernachtungen im Schnee. Oft war ich mit Familienangehörigen oder Freunden unterwegs, die Lust auf ein solches Abenteuer verspürten. Je nach Wetterverhältnissen baute ich ein Iglu, eine Schneehöhle oder schlief einfach “im Schnee”. Ein guter Schlafsack ist hierbei natürlich die Voraussetzung, die dafür sorgt, dass man sich auf den Sternenhimmel – oder die Schneedecke über dem Kopf – konzentriert und nicht die Kälte verflucht den Morgen sehnsüchtig erwartend.
Vor paar Tagen war der Rucksack gepackt. Ich landete in den Beskiden, einem Teil äußerer Westkarpaten. Genau genommen im Dreiländereck zwischen Republik Polen, Tschechischer und Slowakischer Republik. Hier leben unter anderem Wölfe, Bären, Luchse, Hirsche, Rehe und eine Menge anderer Tiere. 1998 erlebte ich in diesem Gebiet unheimliche Begegnung der dritten Art mit Wölfen. Zwar hoffte ich auch dieses Mal darauf, doch blieb der  Traum – abgesehen von nicht eindeutig identifizierten Spuren – ein Traum. Grundsätzlich erschwerte das Spurenlesen der permanent fallende Schnee. Drei Tage lang sah ich grundsätzlich nur Schneeflocken.
Ein Iglu ließ sich damit nicht bauen, Pulverschnee lässt einen solchen Bau nicht zu. Eine Schneehöhle war dennoch möglich. Beide Arten der “Behausung” isolieren fabelhaft, wodurch man, unabhängig der Außentemperatur, bei angenehmen 0°C schlafen kann. Die Stille, die man dabei erlebt, ist sagenhaft!
Einwohner, die ich traf, bestätigten mir, dass es hier weiterhin Wölfe, Luchse und Bären gibt. Die letzteren scheinen gerne ihre Jungen auf der polnischen Seite aufzuziehen: in Tschechien darf man Bären jagen, in Polen stehen sie das ganze Jahr unterm Schutz.
Den fehlenden Wolf musste ein angetroffener Alaskan Malamute ersetzten. Die winterliche Landschaft war der Mühe mehr als wert. Beskiden, wie fast alle europäischen Berge, sind in meinen Augen im Winter viel schöner. Da sich die meisten Touristen auf Schneepisten konzentrieren, ist der Rest  relativ leer.
Hier einige Foto-Eindrücke (auch das folgende Bild ist mit der Galerie verlinkt)
.

W porządku, tym razem nie o bumerangach. Kiedy dwa tygodnie temu śnieg wyraźnie poprawił estetykę otoczenia moje bieganie wzdłuż Wisły przeistoczyło się w biegi na rakietach śnieżnych. Przyszły mi przy tym do głowy moje “szwajcarskie lata”. Mieszkałem pięć lat u podnóża Jury Szwajcarskiej i zwłaszcza zimą lubiłem wędrować po tych górach. Gwoździem programu było przy tym “spanie w śniegu”. Często zabierał się ze mną ktoś z rodziny lub przyjaciele, okazało się bowiem, że na taką przygodę nie tylko ja mam ochotę. Zależnie od pogody spałem lub spaliśmy w igloo, jamie śnieżnej lub po prostu na śniegu. Dobry śpiwór jest naturalnie podstawą takiego przedsięwzięcia. Można wtedy podziwiać Drogę Mleczną lub sklepienie śnieżne nad głową nie przeklinając w duchu zimna w oczekiwaniu na poranek.
Przed paru dniami plecak był więc spakowany. Wybrałem się w Beskidy, dokładnie w trójstyk państwowy, miedzy Polską, Czechami a Słowacją. Wciąż żyją tu wilki, niedźwiedzie, rysie, jelenie, sarny i sporo innych zwierząt. W 1998 przeżyłem tu bliskie spotkanie trzeciego stopnia z wilkami.  Tym razem również miałem na to nadzieję, ale tylko na niej się skończyło. Niektórych śladów nie dało się jednoznacznie zidentyfikować, ponieważ przez trzy doby non stop padał śnieg.
W tych warunkach jakie panowały nie dało się zbudować iglo (świeży puch), ale jak najbardziej jamę śnieżną. Obydwa rozwiązania pozwalają na spędzenie nocy, niezależnie od temperatury zewnętrznej, w… przyjemnym cieple 0°C. Cisza, w jakiej izoluje człowieka śnieg jest legendarnym ukojeniem!
Mieszkańcy, których spotkałem, potwierdzili, że wciąż występują tu wilki i niedźwiedzie. Te ostatnie – podobno – chętniej odchowują po polskiej stronie swe młode, ponieważ po czeskiej niedźwiedzie bywają odstrzeliwane. Po polskiej podlegają całkowitej ochronie.
Niespotkane wilki zastąpił napotkany alaskan malamute. Za to zimowe krajobrazy były prawdziwą nagrodą za zmęczenie. Beskidy, jak większość europejskich gór, jest moim zdaniem piękniejsza zimą. Większoćć turystów koncentruje się na stokach narciarskich, co pozostałą część czyni względnie pustą.
Oto kilka fotograficznych wrażeń (można kliknąć również w powyższą grafikę)
.

Read Users' Comments (34)

Katana-Story…

The story

Dieser Bumerang war das Ende einer idée fixe, die monatelang in meinem Kopf herumspuckte. Letzten Endes ging es mir um einen Taschen-Bumerang, den man überall mitnehmen konnte, ohne eine Bumerang-Tasche mitschleppen zu müssen. Dreiflüger gab ich auf, für eine Hosentasche waren sie eindeutig zu groß. Zweiflügler, die dabei zuerst entstanden oder die ich nachbaute, waren auch wenig gelungen. Irgendwie fehle es an Ästhetik. Um das Jahr 2001 entstand dann Katana, mehr oder weniger spontan. Plötzlich, beim Aussägen war die Form da. Ich sägte sie ein letztes Mal um und machte ein Loch in der Mitte. Ein so kleiner Bumerang hat recht begrenzte Tragfähigkeit. Durch das Loch wurde die Mitte des Bumerangs leichter. Diese ist, was den Flug angeht, im Grunde tot, sie “verbindet” nur die Flügel miteinander. Danach blieb mir nichts anderes übrig, als den Schliff zu vollenden, nach draußen zu gehen und einen Wurf zu wagen. Es stellte sich heraus, dass der Rang nicht nur schnell und präzise flog, er zischte noch dabei, wie ein kleiner Tomahawk in den Bolek und Lolek-Filmen. Es ist der von mir am meisten gebaute Bumerang. In den letzten neun Jahren entstanden ca. 350 Exemplare. Fast alle trugen eine “Seriennummer”.
Der Name stammt aus dem Japanischen und ist eine “Hommage” an meine ol` good times an der Kölner Uni. Katana ist das Langschwert der Samurai.

Flug
Katana fliegt schnell, leicht und präzise, dabei schwebt sie am Ende, wodurch man sie recht einfach – und schmerzlos – fangen kann. Die Genauigkeit steht im nichts nach der eines Dreiflüglers (selbst, wenn der letzterer immer etwas einfacher zu werfen ist als eine Zweiiflügler-Form). Somit eignet sich dieser Bumerang sowohl zum “Fun Catch” (also beim Werfen just for fun), wie auch für die Disziplin des Trick Catch. Das kleine Ding ist recht problemlos in der Hand eines fortgeschrittenen Werfers oder Werferin, aber auch der Rookie kommt damit zurecht.

Dark side… of the Force, of the moon or of the boomerang?!
Katana hat ihre dunkle Seite. Ja, leider. Jedes zehnte Modell – Pi mal Daumen – ist ein Kiwi. Es fliegt nicht: in der Mitte des Kreises rammt der Rang den Boden. Dabei sehen seine Profile wie die der fliegenden Brüder aus. Keine Ahnung, warum es so ist. Mittlerweile haben mir einige Nachbauer bestätigt, dass sie Ähnliches erlebten… In einer solchen Situation sollte man improvisieren und Geduld an den Tag bringen ;o)
Selbstverständlich flogen all die Modelle, die ich mal verkaufte oder verschenkte.

Masse
Finnisches Modellbau-Sperrholz, 6-lagig, Spannweite 260mm, Gewicht: 18g, Flugweite: ~15-22 Meter.


The story
Ten bumerang był uwieńczeniem pewnej idée fixe, która miesiącami błąkała się po mojej głowie. Celem miał być rang kieszonkowy, czyli możliwie mała rzutka, którą można byłoby zabrać ze sobą wszędzie, aby w wolnej chwili “wzbić się z nią w powietrze”. Dość szybko zarzuciłem pomysł trzyskrzydłowej formy, ponieważ ta nie mieściła się w kieszeni.
Konwencjonale formy dwuskrzydłowe, nawet jeśli latały bardzo dobrze, pozbawione były estetycznego waloru, a i na tym mi zależało. Pewnego dnia, gdzieś koło 2001 roku, podczas przekształcania szlifu na kolejnym modelu, kształt pojawił się w zasadzie sam z siebie. Narysowałem go raz jeszcze i wyciąłem na nowo. By utrzymać lekkość i precyzję lotu – tak mały rang ma dość ograniczoną nośność – postanowiłem odciążyć wagę otworem w “kolanie” bumerangu. Teraz wypadało już tylko wyjść na dwór i rzucić.
Okazało się, iż przyrząd ten latał nie tylko z fascynującą precyzją, lecz wydawał podczas lotu cichy świst, przypominający trochę ten, jaki wydawały indiańskie tomahawki na filmach z Bolkiem i Lolkiem, coś w rodzaju: “szuszuszuszu”…
Nazwa była kolejnym ukłonem w stronę ol`good times na wydziale japonologii uniwersytetu w Köln. Pochodzi z japońskiego, i jest określeniem dłuższego z dwóch mieczy, noszonych przez kastę samurajów. Kształt rangu skojarzył mi się właśnie z tym przedmiotem… Był to najczęściej budowany przeze mnie bumerang, w sumie powstało około 350 sztuk. Większość z nich była oznaczona “numerem seryjnym”.

Katana, back side / www.hanbei.com


Lot

Katana cechuje się precyzyjnym, szybkim lotem, a jednocześnie delikatnym szybowaniem podczas podejścia do rzucającego, co umożliwia pewne i bezpieczne łapanie. Precyzja lotu nie ustępuje trzyskrzydłowym bumerangom, używanym w konkurencji trick catcha. Należy jednak pamiętać, że każdy dwuskrzydłowiec jest nieco trudniejszy w rzucaniu niż bumerang dwuskrzydłowy. Pomimo tego bumerang ten nadaje się tak dla początkujących, jak i zaawansowanych.
Katana jest zarówno fun, jak i trick catchem. Oznacza to, że można nim rzucać po prostu dla frajdy lub ćwiczyć chwyty trickowe. Lekkość modelu zapewnia bezproblemowe (i bezpieczne!) łapanie: jedną lub dwoma dłońmi.

Ciemna strona. Mocy, księżyca czy bumerangu?
Katana posiada pewien dziwny minus. Pomimo, że szlify nie są zbyt skomplikowane, jeden na dziesięć modeli to Kiwi. Czyli nielot: nie zatacza pełnego okręgu: w połowie lotu pikuje po prostu w ziemię. Nie bardzo wiem, dlaczego tak się dzieje, gdyż szlify są identyczne z egzemplarzami “bezproblemowymi”. Korespondencja z innymi fanami tej formy potwierdza, że przeżyli podobne perypetie. Cóż, trzeba wtedy trochę poimprowizować, choć najszybciej ma się lepszy efekt, kiedy wytnie się kolejną formę. Naturalnie, egzemplarze, które sprzedawałem lub podarowałem innym, były oblatane i nie sprawiały kłopotów ;)

Dane
Dwuskrzydłowa forma, fińska sklejka lotnicza (klejona wodoodpornie), 6 warstw, grubość 3mm, waga: ok. 18g, rozpiętość: ok. 260mm, zasięg: 15-22m.

Read Users' Comments (8)

Bumerangs im TV: PLANETOPIA…

Planetopia hat das Phänomen “Bumerang” genauer unter die Lupe genommen. Im Beitrag wird unter anderem der Nachbau des ältesten Bumerangs gezeigt, der in Südpolen in Jaskinia Obłazowa Höhle gefunden wurde. Die Entdeckung machte Prof. Paweł Valde-Nowak. Um den TV-Beitrag zu sehen, bitte die Grafik anklicken! (de)

Niemiecki program telewizyjny Planetopia przedstawia fenomen bumerangu. W filmie pokazana jest również kopia najstarszego bumerangu, jaki znaleziono na świecie. Odkrycia dokonał profesor Paweł Valde-Nowak w Jaskini Obłazowej. By zobaczyć film, kliknij w grafikę!

Read Users' Comments (0)