independent boomerang bulletin
wydanie II/04 - pazdziernik/grudzień 2004 - I rok wydania - polska wersja jezykowa


asterix w brytanni


28-30 VII trefriw boomerang festival - czyli jak jerofiejew zamoczył sobie buty na walijskiej łące, adrian "jerofiejew" perdjon

19.30 - andover to basingstoke (19.36)
19.44 - basingstoke to wolverhampton (22.08)
23.10 - wolverhapton to llandudno junction (01.09)

bez żalu zostawiłem za sobą sklep meblowy w andover i udałem się na spotkanie z brytyjskimi bumiarzami. o godzinie pierwszej w nocy znalazłem się na dworcu, z którego miał mnie odebrać "główny sekretarz" brytyjskiego stowarzyszenia bumerangowego, sean mcKenna-slade. powitał mnie dojrzały mężczyzna ubrany w niebieską koszulkę… z ogromym bumerangiem na piersi. i już wiedziałem gdzie jestem! krótkie powitanie i już pędzimy autem między wzgórzami walii. samochód wypełniała muzyka ulubionej kapeli sean'a - sex pistols. bałem się, że nie dogadam się z "panem sekretarzem"… moje obawy były bezzasadne i cała podróż upłynęła nam na rozmowie… oczywiście… o bumach. dowiedziałem się także, że będę spał w domu gospodarzy całej imprezy jay'a butters'a i jego żony gill.
gdy doatarliśmy na miejsce oniemiałem! dom jay'a okazał się świątynią bumerangu. ściany przyozdabiały wszelkiej maści powracające patyczki. patyczki z całego świata i od każdego z wielkich znanych mi "strugaczy"!!!. główne miejsce domu… kuchnię, zdobił regał bumerangów jay'a. było ich około 200 sztuk, każdy wykonany z litego drewna gałęzi o kształcie buma. tak kochani, jay spędza wolny czas na bieganiu po lesie w poszukiwaniu krzywych gałęzi ;o). poczęstowany "fajką pokoju" do czwartej nad ranem dyskutowałem z komitetem powitalnym (tylko 3 dotrwało w oczekiwaniu do drugiej w nocy) o naszej wspólnej pasji. gdy wylądowałem w łóżku, nie mogłem się oprzeć pokusie podzielenia się moją radością z resztą PBT, chłopaki (a zwlaszcza julek)… sorry za smsy o 4 nad ranem ;o)
następnego dnia rano obudził mnie zapach swieżej kawy i rozmowy dobiegające zza ściany. pojawiwszy się na śniadaniu poznałem całą ekipę jaka zawitała na zlocie. i tu kolejne zaskoczenie: średnia wieku 40!!! poza angielskimi miotaczami (w tym adam mcLaughlin - brytyjski rekordzista LD), swoją obecnością zaszczycili festiwal miotacze z niemiec, danii i francji. powitaniom i rozmowom nie byłoby końca, gdyby nie jay, który ogłosił festiwal za otwarty i zaprosił nas na pakę ciężarówki, która zawiozła nas na pole. zapakowałem swojego bumbaga, wbiłem się w jedyne buty, jakie miałem (o zgrozo!!!) i udałem się na zawody.

pole okazało się wielką trawiastą łaką, na której wykoszono ogromne koła i postawiono wielki namiot dla miotaczy. wszystko zgodnie z wymogami profesjonalnych zawodów. nie czekając na resztę chwyciłem swoje patyczki i razem z seanem poszedłem testować warunki pogodowe. a trzeba wam wiedzieć, że walia to nie tylko książę karol, owce i góry…. walia to także deszcz i wiatr!!! i to nie byle jaki zefirek, tylko naprawdę ostre dmuchanie. gdy znalazłem się w centrum jednego z kół (1 z 3) zrozumiałem dlaczego wszyscy śmiali się z moich skórzanych półbutów. zrozumiałem to w chwili, gdy pierwsza fala wodnistego błota zalała mi palce u stop. jedyne, co mogłem zrobić, to zaakceptować ten stan. zaakceptowalem! a jak? ;o)
zawody przebiegły bez większych emocji. żadnych rekordów ani skandali z dewastacją cudzego sprzętu. pomijając uciekające przed bumami stada owiec… można by powiedzieć… nuda. ale dla mnie była to najlepsza zabawa w życiu (o jerok, to było już po zlocie w kopańcu - poczekaj no! przyp.red.). nie wykazałem się zbytnio w żadnej z konkurencji (nie, no teraz to naprawdę nawarzyłeś sobie piwa... przyp.red.), ale za to dowiedziałem się do czego służą gumki-recepturki, ołowiana taśma i lotki z taśmy izolacyjnej ;o). gdybym wiedział to od początku…. pokazałbym angolom gdzie raki zimują ;o)
pierwszy dzień zawodów zakończył się kanapką z serem i wielką radochą z mokrych butów jeroka oraz jego spodni uwalonych owczym guanem. no cóż… nie zuważyłem w czym lądowałem łapiąc buma w "konsekwentnym łapaniu".
wieczorkiem było już bardziej przyjemnie. buty i spodnie suszyły się koło pieca, a my zajadaliśmy się grillowanymi burgerami z jagnięciny - specjalnością seana. polała się również wódeczka (czyżby kupiona na wieść o polaku na zlocie? ;o)). noc upłynęła na zacieśnianiu więzi, opowiadaniu dowcipów w kilku językach, zabawie w "szymon mówi" i odprowadzeniu niektórych w kierunku ich łóżek. no cóż, rzucać to oni może i potrafią… z piciem gorzej. ostatecznie jako ostatni opuściłem ognisko i zgasiłem swiatło w kuchni. ahhh… te bumerangi jay'a.

kolejny dzień zawodów to była dla mnie prawdziwa męka. wiało niemiłosiernie!!! w niektórych konkurencjach za bumerangami łatwiej byłoby jezdzić rowerem, tak je znosiło. nie zmieniło to faktu, że profesjonalne zawody to świetna okazja do podpatrzenia sprzętu wroga. i tu kolejne zaskoczenie! europejskie bumerangi niewiele różnią się od słowiańskich patyczków. te same materiały, szlify, kształty... nawet bumbagi tak samo improwizowane. zaskakująca jest za to umiejętność wyspiarzy w poskramianiu wiatru. zdają się oni być panami tego żywiołu. a niektórzy z nich chyba nigdy nie słyszeli o bezwietrznej pogodzie. muszę przyznać, że to spostrzeżenie dało mi wiele do myślenia. tak naprawdę liczą się umiejętności... nawet najlepsze modele nie pokażą swoich możliwości, jeśli nie miota nimi fachowiec.
szczęściu mojemu nie byłoby końca, gdyby nie konieczność powrotu do pracy. niestety, kapitalizm to bezlitosny skubaniec. pomimo wolnego poniedziałku (bank holliday) musiałem otworzyć mój sklep następnego dnia o 9 rano (bo szef miał miał bank holliday; przyp.red.). chciał nie chciał, musiałem pożegnać się z nowo poznaną ekipą i pojechać na dworzec.
na zakończenie nauczyłem się zasad "bumerangowego krykieta", zespołowej gry z bumerangiem w roli glównej. rozdałem kilka naszywek PBT, w prezencie dostałem kilka bumerangów, a krzychową orkę (jedyny bumerang na świecie, który leżał obok seniora) złożyłem w dłoniach jay'a. pózniej pożegnałem się ze wszystkimi i razem z seanem i jego żoną pojechałem ich czerwonym BMW na dworzec.
tego samego dnia wieczorem odbyła się aukcja bumerangów przywiezionych na zlot. a w poniedziałek ostatnia konkurencja zawodów: rzuty LD. adam mcLaughlin pobił brytyjski rekord, wręczono trofea dla zdobywców podium… wszystko pięknie, tylko dlaczego ja musiałem w tym czasie sprzedawać meble otyłym angielkom??? a trzeba wam wiedzieć, że są one tak samo piękne, jak angielska pogoda i smak jedzenia (jerok, żywimy nadzieję, że mamy tam jeszcze po co jechać na następną imprezę przyp. red.).
były to moje najpiękniejsze dwa dni w anglii. nauczyłem się strasznie dużo o miotaniu, a co najważniejsze, poznałem wspaniałych ludzi i przekonałem się, że bumerangi potrafią łączyć nie tylko narody, ale i pokolenia. jednego jestem pewny: za rok znów tam będę i tym razem będę wiedział, jak poskromić mocny wiatr. no i zabiorę ze sobą kalosze!!!

17.48 - llandudno junction to crewe (19.07)
19.19 - crewe to birmingham (20.41)
21.03 - birmingham to reading (22.47)
23.15 - reading to basingstoke (23.39)
00.29 - basingstoke to andover (00.50)

ps. niestety, dotychczas nie wszedłem w posiadanie zdjęć z tej imprezy. obiecuję, że na pewno znajdziecie je wśród "galerników" następnego wydania ibb. niektóre będziecie także mogli zobaczyć na forum.

pps. za rok, pod koniec sierpnia kolejny trefriw boomerang festiwal. bardzo bym chciał pojechać tam jako jeden z członków ekipy polskiej reprezentacji. jeśli masz ochotę przeżyć niezapomniane kilka dni, masz kalosze i ochotę na miedzynarodowe zawody… pisz!!! mój mail znajdziesz w stopce redakcyjnej. jero

...sklep meblowy - miejsce w którym napełniałem swą sakwę soczystymi funcikami ;o)
...bank holliday - radosny dzień dla brytoli. wolny od pracy. nikt nie potrafił mi powiedzieć dlaczego... ;o)


adrian "jerofiejew" perdjon jest... no właśnie: nie bardzo wiadomo, czy jest aktorem (next w "plebanii") czy bumiarzem. obydwu pasjom oddał się całkowicie, namiętnie, bez wahania.
myliłby się jednak ten, kto by na tych przypuszczeniach poprzestał. jedyny profesjonalny sklep rangowy w polsce, znajdziecie na stronie u jera:

www.bumerangi.com/




copyright © by independent boomerang bulletin 2004